Jest taki jak wszystkie inne domy okolicy - poniemieckie, o nierozczłonkowanej bryle, z reguły szerokofrontowe (dłuższym bokiem z czterema zwieńczonymi łukami oknami równoległe do ulicy), z dwuspadowym dachem, na planie prostokąta, jednopiętrowe ze strychem i dużymi przechodnimi pokojami tworzącymi “okrąg komunikacyjny”, pochodzące z przełomu XIX i XX w. Nie zostały stworzone ręką artysty, lecz rzemieślnika, nie są też oryginalne. Mimo że kategoria twórcy-artysty pojawiła się w renesansie, a oryginalność jako jedna z cech świadczących o wartości tworu uzyskała swoją rangę dopiero w XX w., budynku tego nie można nazwać dziełem sztuki, ale traktować go się powinno jako obiekt estetyczny, który wywołuje określone wrażenia i uczucia. W istocie, jego działanie jest bardzo silne, przyciągające, wręcz dziwne. Mimo że dom ten nie był wyjątkowy w zamyśle architekta, formą zewnętrzną ani wewnętrzną nie różnił się zbytnio pierwotnie od innych w Sieciach, to koleje jego losu są niepowtarzalne i odcisnęły na nim wizualne piętno. Wszystkie osoby, które go zamieszkiwały, już nie żyją. Ostatnią rodziną byli państwo Ziatyk. Liczne historie o tym miejscu sugerują istnienie jakiegoś fatum wiszącego nad nim, wyobraźnię moją i moich rówieśników poruszały kiedyś opowieści o duchach tam mieszkających. Spadkobiercy domu nie mogli dojść do porozumienia w sprawie jego podziału bądź sprzedaży i od kilkudziesięciu lat popada on w ruinę. Zatracił swoja funkcję mieszkalną, kilka lat temu był jeszcze miejscem libacji alkoholowych okolicznej młodzieży, jednak obecnie odstraszają stamtąd nie tylko historie o istotach nadprzyrodzonych, ale także fakty bardziej przyziemne - budynek może się w każdej chwili zawalić.
Już romantycy docenili piękno ruin. Ogrody angielskie z XIX wieku ozdabiano wznosząc malownicze budowle imitujące ślady architektury antycznej. Nawiązywały one, jak cały eklektyczny wiek XIX, czy to w wydaniu romantycznym czy klasycznym, do historii, wzbudzały melancholijna refleksję nad przemijaniem. Ceniono w nich przede wszystkim to, czego nie widać, czego trzeba się domyślić. Postawa takiego “dopowiadania” jest charakterystyczna także dla odbiorcy obrazów impresjonistycznych, szkiców czy późnych płócien Rembrandta - rozmazane kontury przedmiotów i postaci, niedookreślenia zmuszają do postawy czynnej wobec dzieła. Wszystkie wymienione wyżej przykłady, wraz z opisywanym budynkiem, mają cechę wspólną - poprzez aktywizowanie osoby mającej z nimi kontakt realizują ideę piękna dionizyjskiego - takiego, które raczej się odczuwa, niż kontempluje - w przeciwieństwie do piękna apolińskiego, idealnego w formie.
Refleksja nad przemijaniem jest szczególnie silna w tym miejscu ze względu na niszczenie obiektu tak bardzo podobnego do innych, ale zadbanych i tętniących życiem. Nie trzeba szczególnie bogatej wyobraźni, aby przenieść proces niszczenia z tego szczególnego przypadku na inne. Jest to wyjątkowo uderzające, jeśli mieszka się w jednym z tych pozostałych, zachowanych w dobrym stanie domów.
Siła oddziaływania dawnej własności Ziatyków zawiera się także w opozycji. Ściany nie są równe i pokryte jednym kolorem. Chropowate, obnażające warstwy farby z wielu różnych lat, obecnie wyblakłej, w kolorach pastelowych przypominają renesansowe freski. Powierzchnie sufitu częściowo jeszcze stosunkowo dość gładkie i białe tworzą kontrasty ilościowe podobne do tych z obrazów japońskich. Nic tu nie jest oczywiste. Na skutek licznych rabunków nie ma już nawet okien i drzwi we właściwych im miejscach. Duży otwór okienny w pomieszczeniu przylegającym do dawnej kuchni i łazienki stanowi wspaniałą, niezakłóconą obramowaniem, szkłem, firankami czy sztosami ramę dla bujnej zielni na zewnątrz. Mury - z reguły w każdym budynku elementy najbardziej niewzruszone i twardo określające przestrzeń - zawierają liczne, nieregularne prześwity. Podłogę pokrywa warstwa gruzu, kurzu i błota - jednych z najbardziej niedookreślonych substancji (choćby Platonowi zadano kiedyś pytanie: “Czy istnieje idea błota?”). Sufit i widoczny poprzez niego dach są już tylko ażurowymi konstrukcjami, wraz ze zwieszającymi się z nich szmatami, będącymi pamiątkami po dawnych mieszkańcach, przypominają martwe natury zaaranżowane w celu przeniesienia ich na papier. Można także znaleźć tu ślady życia dawniejszego - stare buty, pocztówki, zdezelowany piecyk - jak i dzisiejszego, ale tego marginalnego, niedozwolonego, ukrywanego, najczęściej nocnego - butelki, puszki, cegły ustawiane dla urozmaicenia czasu w stosy, nawet obierki po mandarynkach.
Piękno tego domu nie zawiera się w funkcjonalności i celowości jego elementów, harmonii proporcji czy bogactwie zdobień. To piękno chaosu - zróżnicowane elementy tworzą bardzo liczne przypadkowe zespoły powiązane ze sobą kontrastującymi lub podobnymi formami czy kolorami, przez nikogo nie zaplanowane i nie skonstruowane, nagle ujawniające się z całą swoją siłą. Jest to także i przede wszystkim piękno subiektywne - nie każdy je dostrzega i uznaje. Dla mnie istnieje ono tam, w sąsiedztwie mojego mieszkania, od kiedy pamiętam i od zawsze uwodzi i inspiruje.
0 Odpowiedzi do “MIĄŻSZ STRONY = DOM ZIATYKA”
Napisz odpowiedź